musicology - 2008-06-23 15:17:39

Historia opowiadana przez mamę Dziecka Kryształowego na pewnym forum...
Będę wrzucać  na bieżąco w tym temacie, by było Wam wygodniej i abyśmy mogli nad tym podyskutować... 

A więc:

"Zacznę od początku. Dziecko o którym chcę napisać jest drugą z moich córek. Pierwszą córkę urodziłam w najbardziej nieodpowiednim dla siebie momencie. Miałam wielkie plany, robiłam karierę. "Darła się" całe dnie i noce. Ze zmęczenia usypiałam niemal na stojąco. Musiałam dla niej zrezygnować ze swoich marzeń. Rosła zdrowo- silna, krnąbrna, uparta, zbuntowana i bardzo inteligentna. Postanowiłam - nigdy więcej dzieci!!!

[ Dodano: 18 Czerwiec 2008, 12:01 ]
Po 8 latach , kiedy mogłam wreszcie powrócić do swoich planów (jakby mi rozum odebrało) zachciało mi się drugiego dziecka. Druga córka urodziła się niczym aniołek: drobna, delikatna, o jasnej cerze, prawie białych włosach i dużych błękitnych oczach. Bił od niej niezwykły spokój, radość i (trudno mi to nazwać) taka czystość. Wszyscy pokochaliśmy ją ogromnie. Nie miała prawie zadnych potrzeb. Uśmiechała sie tylko do każdego kto na nia spojrzał, a robiła to w taki sposób, że każdemu "kruszało serce". Wszystko zmieniło się z chwilą kiedy już nie mogłam ją karmić piersią. Przestała przybywać na wadze (pomimo że jadła), uśmiechać się, traciła siły. Najgorsze jednak były jej oczy, wyblakły i stały się nieobecne. Była, a jakby jej nie było. Nikła !!!

[ Dodano: 18 Czerwiec 2008, 12:02 ]
Po 8 latach , kiedy mogłam wreszcie powrócić do swoich planów (jakby mi rozum odebrało) zachciało mi się drugiego dziecka. Druga córka urodziła się niczym aniołek: drobna, delikatna, o jasnej cerze, prawie białych włosach i dużych błękitnych oczach. Bił od niej niezwykły spokój, radość i (trudno mi to nazwać) taka czystość. Wszyscy pokochaliśmy ją ogromnie. Nie miała prawie zadnych potrzeb. Uśmiechała sie tylko do każdego kto na nia spojrzał, a robiła to w taki sposób, że każdemu "kruszało serce". Wszystko zmieniło się z chwilą kiedy już nie mogłam ją karmić piersią. Przestała przybywać na wadze (pomimo że jadła), uśmiechać się, traciła siły. Najgorsze jednak były jej oczy, wyblakły i stały się nieobecne. Była, a jakby jej nie było. Nikła !!!

[ Dodano: 18 Czerwiec 2008, 13:22 ]
Zaczęliśmy walkę o nią. Wykorzystałam, chyba wszystko co oferowała nam medycyna. Długo by opisywać badania jakie przechodziła, stosowane diety. Wszystko było w normie i nikt nie wiedział co jej jest. Nie miałam już pomysłu, co dalej. Bałam sie zasnąć. Nocą przychodziły sny,że moje dziecko umiera. Za każdym razem był to inny rodzaj śmierci. Odchodziła, starałam się ją ratować i przegrywałam. Te sny były tak realistyczne, że do dziś je pamiętam. Działy sie w określonej przyszłosci i w określonym miejscu. Kiedy się budziłam, długo nie mogłam uwierzyć, że rzeczywistosć jest inna. W chwili, gdy już zupełnie nie wiedziałam co robić, wydzrzyło się coś, co później zdarzało się wielokrotnie. Siedziałam przy łóżeczku ze łzami w oczach, patrząc na "pył' mojego dziecka gdy bez zaproszenia do mieszkania weszła starsza kobieta. Chodziła po domach "po prośbie" jak powiedziała. Zajrzała do łóżeczka, uśmiechnęła się i zwróciła do mnie - wszystko będzie dobrze, tylko ją dziecko kochaj, najmocniej jak potrafisz.

[ Dodano: 19 Czerwiec 2008, 10:11 ]
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że moja miłość jest dla niej najważniejsza. Uczyłam się mojego dziecka, uczyłam sie je kochać. Uwierzcie, nie było to dla mnie łatwe. Do tej chwili miłość była dla mnie rodzajem obowiązku a ją trzeba było kochać innaczej, tak naprawdę, bezwarunkowo, całym sercem. Tuliłam ją więc, mówiłam do niej. Mówiłam jak bardzo ją kochamy, jak jest nam potrzebna. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Każdego dnia obserwowałam jak jej długie cieniutkie paluszki nabierały ciała. Wracała do nas !!!
Była niezmiernie wrażliwa i delikatna, wymagała szczególnego traktowania. Tolerowała tylko "zdrowe jedzenie", ubrania i pościel z naturalnych włókien najlepiej bez koloru i absolutnie żadnej chemii czy detergentów.
Pierwszy raz zostawiłam ją z moją mamą, kiedy miała 1,5 roku. Pojechaliśmy ze starszą córka na 10 dni na narty. Juz pierwsza noc była dla mnie koszmarem . Śniło mi się, że moja dziewczynka dardzo płacze, że boli ją głowa, że prosi abyśmy wracali do domu. Nic nie mówiłam, bo uznałam sen za moje przewrażliwienie. Drugiej nocy ten sam sen i błaganie - wracajcie!!! Rano starsza córka obudziła sie bardzo wcześnie oświadczając że - musimy wracać do domu bo Ania (tak ją bądę nazywała, chociaż nie jest to jej prawdziwe imię) bardzo płacze i pęka jej głowa. Mój zazwyczaj do bólu racjonalny mąż bez słowa poparł nasza decyzję powrotu do domu. NIgdy go nie zapytałam, ale myślę, że on też wiedział."


Bless ;)

www.elita1c.pun.pl www.showa.pun.pl www.narutoshippuuden.pun.pl www.gangsterlife.pun.pl www.mytupijemy.pun.pl